“Ani człowiek, ani grupa, ani cały naród poddany działaniu wielkiego strachu, nie zachowa się po ludzku ani nie będzie myśleć logicznie.”
― Bertrand Russell, Unpopular Essays


Opublikowano 12.05.2020.
Zaktualizowano 07.09.2020.

Uwaga: strona jest cały czas aktualizowana. Informacje na temat zmian znajdziesz w dziale News.

Jeśli trafiłeś tutaj pierwszy raz to proszę nie zrażaj się znaczną ilością tekstu. Starałem się możliwie jasno i logicznie posortować poszczególne informacje tak, abyś nie miał problemu z ich przyswojeniem. Warto przeczytać od początku do końca, aby móc sobie wyrobić pełną opinię. Pozdrawiam

WSTĘP

Bardzo długo zastanawiałem się, czy podjąć temat obecnej sytuacji, bo chyba wszyscy przyznamy, że jest ona dla wielu czymś zupełnie nowym. Histeria i chaos w podejmowanych decyzjach weszły na nowy poziom w skali światowej. Niestety można zauważyć, że te decyzje są często oparte o dane wątpliwej jakości lub wyciągnięte z kontekstu. Dodatkowo widać tendencję do dyskredytowania wszystkich, którzy mają odmienne zdanie. Wrzuca się ich do jednego worka, nie odnosząc się lub bagatelizując argumenty, co jest po pierwsze zwykłą demagogią a po drugie powoduje wytworzenie jeszcze większej bariery między ludźmi, którzy przecież stoją po jednej stronie. Problem w tym, że nie tylko zwykły Kowalski podważa argumentację pewnych decyzji. Są to również znani lekarze, doradcy rządowi, naukowcy czy publicyści i choć traktuje się ich odrobinę lepiej niż Kowalskiego, to jednak sugestie jakoby działali na szkodę ludzi nie są rzadkością. Spróbujmy jednak zweryfikować rzeczywistość…

Zanim przejdziemy dalej, zróbmy wspólnie kilka założeń.

  1. Podchodzimy do tematu z „otwartą głową”. To znaczy, że nie stawiamy sobie na początku żadnej tezy. Jest to bardzo ważne, ponieważ wszyscy na co dzień doświadczamy nieświadomie wielu błędów poznawczych, które powodują wyciąganie błędnych wniosków.
  2. Zakładamy, że każdy może się mylić. Znany profesor, lubiany lekarz, poczytne czasopismo czy też ja i Ty – piszący i czytający ten tekst. Czasem błąd jest popełniany nieświadomie (wywołany np. wspomnianymi już błędami poznawczymi), a czasem jest to celowe działanie aby zdobyć większą popularność, uznanie lub pieniędze. Mnóstwo ludzi kieruje się zbyt mocno emocjami lub własną specjalizacją i ocenia wszystko inne przez ich pryzmat.
  3. Nie zawsze większość ma rację. Bycie częścią uznanej grupy daje ludziom duży spokój i poczucie bezpieczeństwa, ale nie zawsze myślimy wtedy w pełni racjonalnie. Często dla „wspólnego dobra” jesteśmy gotowi do poświęcenia własnych ideałów lub wręcz podświadomie zmieniamy własne zachowanie i poglądy. Warto odświeżyć sobie pojęcie psychologii tłumu.
BŁĘDY POZNAWCZE

Błąd poznawczy (ang. cognitive bias) – w poznaniu społecznym ogólne określenie wzorca nieracjonalnego spostrzegania rzeczywistości, mającego wpływ na ludzkie postawy, emocje, rozumowanie lub zachowania.

Na początek najważniejsze – wszyscy popełniamy takie błędy i nawet ich pełna znajomość przed nimi nie chroni. Ale dlaczego? W pewnym uproszczeniu można to opisać tak, że ludzki mózg ma dwa sposoby działania. Jeden – analityczny – gdy np. próbujemy rozwiązać jakiś skomplikowany problem i maksymalnie się na tym skupiamy oraz drugi – reakcyjny – kiedy bez zbędnego zastanawiania oceniamy jakąś sytuację w uproszczony sposób (choćby z powodu silnych emocji). Niestety w znakomitej większości przypadków korzystamy z tego drugiego sposobu postrzegania rzeczywistości. Dzieje się tak z różnych powodów:
– lenistwo – z natury jesteśmy leniwi i wybieramy możliwie proste rozwiązania z szybką gratyfikacją
– oszczędność energii – ludzki mózg potrzebuje dużo energii do poprawnego funkcjonowania, tym bardziej gdy jest wysilony. Skupianie się tylko na wybranych problemach pozwala oszczędzać energię
– działanie na podstawie wzorców – wraz z naszym wiekiem i doświadczeniem poznajemy różne powtarzające się wzorce, które im częściej widzimy, tym mniej analizujemy. O ile w pewnych przypadkach jest to pożądane (np. znacznie łatwiej rozpoznajemy niebezpieczeństwo), o tyle w innych powoduje całkowite niezrozumienie danego procesu lub błędne wyciąganie wniosków, na których później opieramy swoje działania (np. dawny człowiek obserwując wstające i zachodzące słońce uznał, że to ono się porusza, a nie ziemia).
Na opis wszystkich błędów nie ma tu miejsca, ale wymieńmy pokrótce choćby kilka z nich ważnych z punktu widzenia obiektywnej oceny. Zachęcam do zapoznania się z ich pełną listą (ang. lub pl.).

  • Efekt autorytetu (ang. authority bias) – tendencja do nadawania większej wagi/trafności słowom kogoś kogo uważamy za autorytet i wywoływanie na nas większego wpływu (nawet gdy to co mówi nie jest związane z jego dziedziną).
  • Efekt słuszności (ang. validity effect) – tendencja do wiary w wiarygodność informacji po jej wielokrotnym usłyszeniu. Efekt ten jest silnie wykorzystywany w mediach, reklamach czy kampaniach wyborczych.
  • Efekt potwierdzenia (ang. confirmation bias) – tendencja do poszukiwania wyłącznie faktów potwierdzających posiadaną opinię, a nie weryfikujących ją.
  • Efekt ślepej plamki (ang. bias blind spot) – tendencja do niezauważania błędów we własnej ocenie rzeczywistości.
  • Efekt kontekstu (ang. framing effect) – wyciąganie różnych wniosków na podstawie tej samej informacji w zależności jak jest ona przedstawiona. Efekt często występujący przy np. czytaniu statystyk.
  • Efekt przekonania (ang. belief bias) – ocenianie poprawności argumentacji na podstawie zgodności konkluzji z własnymi opiniami, zamiast na podstawie faktycznej logiczności argumentów.

Mimo że zapewne nie jesteśmy w stanie całkowicie wyeliminować u siebie błędów poznawczych, to jednak znając je oraz trenując nasz umysł, możemy w znaczący sposób podnieść nasze szanse na dokonanie słusznych wyborów czy wyrobienie sobie obiektywnej opinii. I już słyszę, jak podnosi się hałas. Nie twierdzę jednak, że wszystkie opinie mogą być obiektywne. Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, aby praktykować na co dzień wnioskowanie oparte o fakty, a nie emocje czy własne przekonania.
Jednym z przykładów takiego procesu jest próba postawienia się na miejscu osoby, którą osądzamy. Zanim wydamy osąd, zadajmy sobie choć kilka pytań. Dlaczego coś zrobiła? Może miała jakiś powód? Czy ten powód jest obiektywnie logiczny i przekonujący? Czy gdybym to był ja, to również bym tak postąpił? A jeśli tak, to jakiego osądu bym się spodziewał? Etc.

Jeśli chcecie poszerzyć sobie wiedzę na temat błędów poznawczych (a moim zdaniem na prawdę warto), to poniżej przedstawiam kilka przykładowych artykułów, które w dość prosty sposób omawiają tę tematykę (kolejność przypadkowa).

Dodatkowo trochę info o weryfikacji informacji:

Na koniec polecam “krótki film o prawdzie i fałszu“. To pozycja obowiązkowa każdego roku 😉

NOWE ZAGROŻENIE

Stan, jaki zapanował na świecie po ogłoszeniu pojawienia się wirusa SARS-CoV-2 można uznać za bezprecedensowy, ponieważ do tej pory jeszcze nigdy nie mieliśmy do czynienia z paniką i restrykcjami na taką skalę, mimo iż w przeszłości wielokrotnie spotykaliśmy się z podobnymi zagrożeniami,takimi jak SARS, MERS, A/H1N1, H5N1.
Czy sankcje i ograniczenia swobód obywatelskich, jakie zostały wprowadzone (wielokrotnie z naruszeniem obowiązującego prawa) są słuszne? Czy gospodarka musiała aż tak ucierpieć w imię ratowania zdrowia? Czy analizy, jakie przeprowadzono i na jakich oparto decyzje, były rzetelne? Odpowiedź na to pytanie nie będzie łatwa, ale spróbujmy zapoznać się z liczbami i faktami…

Do tej pory (od 01.03.202 do 16.05.2020) w Polsce otrzymano 18257 testów pozytywnych (niekoniecznie oznacza to, że było tylu osób faktycznie zakażonych, ponieważ testy mogą dawać wyniki fałszywie pozytywne – ale o tym później), z czego zmarło 915 osób, co daje nam prawie równe 5% śmiertelności per zakażenie (CFR). I na tę liczbę powołują się media czy sam minister zdrowia. No ok, ale czy to jest dużo? Można to sobie przetłumaczyć tak: jeśli zachorujesz, to masz 5% szans na to, że umrzesz. Należy jednak pamiętać, że CFR to bardzo mało wiarygodna statystyka i stosuje się ją głównie w momencie wybuchu nowej, nieznanej choroby.
Poniższy wykres pokazuje CFR Polski w porównaniu z innymi krajami i średnią dla całego świata (gdyby wykres nie wyświetlał się prawidłowo to tutaj można pobrać zwykły obrazek).

AKTUALIZACJA: od początku marca do 08.08.2020 w Polsce wykryto 51167 przypadków zakażeń, z czego zmarło 1800 osób, co daje nam CFR na poziomie 3,6%. Jak widać, śmiertelność CAŁY CZAS MALEJE.

During an outbreak of a pandemic the CFR is a poor measure of the mortality risk of the disease.

The preliminary CFR, for example, during the course of an outbreak with a high daily increase and long resolution time would be substantially higher than the final CFR.

Zdecydowanie polecam przeczytać ten poradnik, który dosadnie przedstawia, jak mało wiarygodną liczbą jest CFR W TRAKCIE TRWANIA jakiejkolwiek epidemii/pandemii, chociaż sam również wyjaśnię to poniżej.
Często porównuje się ten odsetek ze śmiertelnością np. grypy sezonowej, która wynosi w naszym kraju 0,1-0,5% mówiąc, że obecny wirus jest bardziej niebezpieczny. Nie wspomina się jednak o kilku ważnych rzeczach, które dość mocno wykrzywiają nasze pojęcie czy postrzeganie tych danych.

Dla ciekawych dodam jeszcze, że od setek lat mamy mnóstwo patogenów, których CFR jest nieporównywalnie wyższy niż dla COVID-19.

  • ospa: 30% (ponad 65% u kobiet w ciąży)
  • HIV i EBOLA: 80-90%
  • wścieklizna: 100%

Tak naprawdę konkretną liczbą, która powie nam znacznie więcej, będzie “ilość zgonów na milion mieszkańców” w danym okresie. Będzie można to realnie porównać do zagrożeń istniejących do tej pory.
Na dzień 26.05.2020 dla COVID-19 liczba ta wynosi 27. Mniej więcej w tym samym okresie (dane dla marzec-maj 2018r) liczba dla grypy i zapalenia płuc to 149.

W przypadku SARS-CoV-2 ilość badań jest ograniczona i w praktyce bada się tylko osoby mające kontakt z innymi zarażonymi lub z konkretnymi objawami chorobowymi (źródło), tymczasem dane dla grypy zawierają również podejrzenia zachorowań. (Tutaj tabela z danymi dla grypy sezonowej 2019/2020. Nie wiadomo jaki odsetek ze środkowej kolumny to faktyczna diagnoza, a jaki podejrzenie).
Dlaczego to jest ważne? Ponieważ większa ilość wykonanych testów wykazałaby zapewne większą ilość osób zakażonych (zakażenie możemy przechodzić “bezobjawowo”) ale nie zmieniłaby ilości zgonów (lub zmieniała je nieznacznie). Zatem odsetek zgonów byłby MNIEJSZY. Tutaj mamy statystykę testów wykonywanych na dobę. Widzimy, że od początku kwietnia wykonuje się minimum 5 tys. testów do nawet 20 tys. na dobę. Średnia wykrywalność to ok. 3,5%. Dla przykładu ustalmy, że robilibyśmy 10 tys. dodatkowych testów na dobę. A zatem mielibyśmy dodatkowych 350 zarażonych dziennie. Razy 46 dni (od 01.04 do 16.05) daje nam dodatkowe 16000 zarażonych. Czyli śmiertelność wynosiłaby już 2,67%. Prawie 2x mniej a przecież zmieniliśmy JEDYNIE dane o ilość przeprowadzonych testów.

Kolejną sprawą, która jest albo pomijana albo nadmiernie rozdmuchiwana w większości raportów i doniesień medialnych jest wiek osób, które zarówno ciężko przechodzą, jak i umierają z z powodu COVID-19. Tutaj przykład takiego dramatycznego doniesienia. Proszę zwrócić uwagę, jak zmieniłby się wydźwięk, gdyby ten artykuł zatytułowany był np. “Zmarł 18-latek, ale to dopiero pierwsza ofiara w wieku do 30 lat. Chłopak miał dodatkowo inne choroby towarzyszące, w tym padaczkę”.

Poniżej oficjalne dane na dzień 14 kwietnia.
87% wszystkich zgonów to ludzie powyżej 60 roku życia. Średnia wieku zmarłych wynosi 81 lat!

Tymczasem tutaj dane na dzień 8 sierpnia.
90% wszystkich zgonów to ludzie powyżej 60 roku życia. Mediana wieku zmarłych wynosi 78 lat!
Nie zmarła ani jedna osoba poniżej 18 roku życia.

Zgony na covid-19 w Polsce według wieku.
Dane na dzień 8 sierpnia zebrane przez Michała Rogalskiego

Dodajmy też, że średnia spodziewana długość życia w Polsce wynosi niecałe 78 lat (73 lata dla mężczyzn), a średnia wieku bez żadnych ograniczeń aktywności (np. w wyniku choroby) to już tylko 62 lata (60 dla mężczyzn).

TESTY

Testy SARS-CoV-2 – jak działają, jaką mają skuteczność wykrywania wirusa i od czego ona zależy?
Największą popularnością cieszą się testy typu real time RT-PCR (reakcja łańcuchowa polimerazy z odwrotną transkrypcją w czasie rzeczywistym), ponieważ pozwalają na stosunkowo bardzo szybką (w ciągu kilku godzin) diagnozę pobranej próbki. W dużym uproszczeniu wygląda to następująco:

  1. Pobieramy próbkę od pacjenta (np. wymaz z jamy ustnej).
  2. Próbka zostaje poddana wstępnej obróbce (np. usunięcie białek, tłuszczy, etc.) tak, aby pozostawić w niej tylko niezbędny materiał genetyczny (będzie to np. DNA pacjenta zmiksowane z RNA wirusa).
  3. Używając specjalnego enzymu, poprzez odwrotną transkrypcję, zamienia się RNA wirusa (pojedyncza nić) na DNA (podwójna nić) po to, aby móc je zareplikować i uzyskać znacznie większą ilość materiału z danej próbki.
  4. Dodaje się komplementarne dla wirusa fragmenty DNA, z czego część zawiera specjalne markery (znakowane fluorescencyjnie), które łączą się z DNA wirusa (jeśli próbka go zawiera).
  5. Próbka trafia do specjalnej maszyny, która w procesie zmiany temperatur wywołuje reakcje chemiczne duplikujące obecną ilość DNA. Wykonuje się wiele cykli tej reakcji. Dla przykładu – z dwóch kopii DNA po 35 cyklach teoretycznie (bo duplikacja wcale nie jest tak idealnie wydajna) otrzymujemy prawie 35 miliardów kopii (235).
  6. Już w trakcie duplikowania materiału (po każdym cyklu) maszyna wykrywa jednocześnie emisję światła przez wspomniane już markery fluorescencyjne. Jeśli emisja będzie większa niż zakładana wartość, otrzymujemy potwierdzenie, że próbka zawiera wirusa, na jakiego testujemy. Dodatkowo ilość cykli niezbędna do uzyskania pozytywnego wyniku może wskazywać na intensywność infekcji (jeśli bazowo w próbce było dużo kopii wirusa to potrzeba znacznie mniej cykli duplikacji aby go wykryć).

Bardziej szczegółowy opis znajdziecie tutaj. Mimo, że jest to obecnie najszybszy sposób wykrywania np. nowych wirusów, to jednak posiada BARDZO WIELE SŁABYCH STRON, o których w ogóle się nie mówi.

While real time RT-PCR is now the most widely used method for detecting coronaviruses, many countries still need support in setting up and using the technique.

Testy są bardzo czułe (co jest równocześnie ich zaletą i wadą).
Oznacza to, że mogą wykryć nawet minimalne ilości patogenu. Brzmi jak pożądana cecha testu… dopóki nie uzmysłowimy sobie, jak duży wpływ na wynik może mieć nawet minimalne zanieczyszczenie próbki. A skoro słyszymy w mediach, że wirus może unosić się w powietrzu jako aerozol (w końcu wszyscy musieli nosić maski nawet na pustej ulicy) to środowisko, w którym pobieramy próbkę od pacjenta musiałoby mieć warunki laboratoryjne (albo zbliżone), aby mieć PEWNOŚĆ, że nie ulegnie ona zanieczyszczeniu.

Brakuje standardu skąd ma być pobierana próbka do analizy.
W badaniach wykazano, że próbki pobrane od tego samego pacjenta z różnych miejsc (np. jama ustana, jama nosowa, stolec, etc.) różnię się od siebie ilością wirusa. Choć wydaje się, że najlepszym miejscem do pobrania próbki jest jama nosowo-gardłowa, to jednak nie jest to “złoty” czy ogólnoświatowy standard.

Czas, jaki upłynął od pierwszych symptomów chorobowych do pobrania próbki, znacząco wpływa na wynik.
W uogólnieniu – im później pobrana próbka, tym większa szansa wyniku fałszywie negatywnego (czyli obecna liczba osób zakażonych może być znacząco zaniżona a odsetek śmiertelności zawyżony). Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ im dłuższy czas od pierwszych objawów, tym mniej cząsteczek wirusa, które później trafiają do próbki (alternatywnie, jeśli pobierzemy próbkę od osoby “dopiero co zakażonej”, to efekt będzie podobny).

Jeśli próbka będzie zawierała małą ilość cząsteczek wirusa, to po wyznaczonej ilości cykli duplikacji DNA dalej nie będziemy mieli wystarczającej fluorescencji do stwierdzenia obecności wirusa. A zatem test wyjdzie negatywny.


Dodatkowo należy pamiętać o innych ważnych cechach testów PCR, które mają znaczący wpływ na wynik:

  1. Proces duplikacji DNA nie jest idealny, a jego skuteczność obniża się przy kolejnych cyklach.
  2. Trzeba ustalić próg wykrywanej fluorescencji markerów w teście, aby nie otrzymywać wyników fałszywie pozytywnych.
  3. Maszyny używane do wywoływania reakcji łańcuchowej polimerazy NIE SĄ IDENTYCZNE. Ta sama próbka może dać różny wynik w różnych maszynach, ze względu na brak jednolitego standardu między poszczególnymi producentami.
  4. Na otrzymany wynik może mieć wpływ niedoświadczony personel.

Bardzo polecam wszystkim obejrzeć ten świetny wywiad dotyczący testów PCR, przeprowadzony z prof. dr hab. Romanem Zielinskim oraz prof. Kornelią Polok, którzy opowiadają o testach ze swojego doświadczenia. Warto.


Przykładowe źródła:
Variation in False-Negative Rate of RT-PCR based SARS-CoV-2 Tests by Time Since Exposure
False Negatives and Reinfections: the Challenges of SARS-CoV-2 RT-PCR Testing
SARS-CoV-2 Viral Load in Upper Respiratory Specimens of Infected Patients
Virological assessment of hospitalized patients with COVID-2019
Polymerase chain reaction: advantages and drawbacks
Virus – PCR – PRRS diagnostics

PONOWNE ZARAŻENIA

Pojawiają się spekulacje jakoby część osób, które przeszły chorobę ponownie na nią zapadała z powodu niewykształcenia odporności. Ten artykuł jest akurat wyjątkowo nierzetelny, nie podając żadnych konkretnych źródeł, nie podając wszystkich możliwych przyczyn takiego stanu rzeczy, sugerując nieprawdziwe informacje (np. jakoby wypowiedzi przedstawicieli WHO były wiążące dla wszystkich krajów) czy też wykorzystując ogólny strach poprzez napisanie artykułu w formie “ostrzeżenia”.
Żeby być w pełni obiektywnym – prawdą jest, że nie zawsze nasz system odpornościowy wytwarza przeciwciała po odbytej chorobie. To samo tyczy się też szczepionek. Np. szczepionka MMR (na świnkę) nie wywołuje odpowiedzi immunologicznej u 12% zaszczepionych. Jednocześnie warto pamiętać, że przeciwciała zdobyte po realnym przejściu choroby mogą utrzymywać się znacznie dłużej niż po szczepieniu.
Tutaj znajdziemy łatwo napisany artykuł odnośnie nabywania odporności po infekcjach. Dodatkowo na stronie pacjent.gov.pl znajdziemy informację, że twierdzenie, iż nie nabywamy odporności po przejściu COVID-19 jest fałszywe.
Oraz najważniejsze – z poprzedniego punktu wiemy już, że testy mogą nam zwracać dużo fałszywie negatywnych wyników. Jest znacznie bardziej prawdopodobne, że właśnie taka sytuacja miała miejsce niż to, że dana osoba ponownie zachorowała po wcześniejszym wyleczeniu.

If a patient is positive for the disease, then has a negative test followed by a positive test within a short period of time, this is most likely due to a false-negative test occurring between the positive tests.

PERSPEKTYWA

Wróćmy jeszcze na chwilę do liczb, jakie poznaliśmy na początku tego rozdziału. Czy śmierć 1800 osób (dane na 8.08.2020) w większości w podeszłym wieku w ciągu ponad 5 miesięcy to dużo czy mało? Niewątpliwie dla rodzin jest to tragedia. Jednak jak to wygląda w skali kraju takiego jak nasz? Poniżej kilka statystyk, które mogą pomóc w nabraniu prawidłowej perspektywy.

5 405 osób popełniło samobójstwo w 2016r. [źródło].
17 999 osób zmarło na grypę lub zapalenie płuc w 2018r. [źródło].
35 359
ludzi zostało rannych a 2 862 zginęło w wypadkach drogowych w 2018r. [źródło].
414 200 osób zmarło łącznie w Polsce w 2018r. Ze starości zaledwie 18255 (4,4% !!!) [źródło].

Aby nikt nie pomyślał, że powyższe dane są “wyciągnięte z kontekstu” (czyli np. że tylko w jednym roku była jakaś wyjątkowo wysoka ilość zgonów), to poniżej podaję kilka z przyczyn w kolejnych latach dla naszego kraju (niektóre dane nie są jeszcze dostępne, ale należy spodziewać się bardzo podobnych liczb).
Przypomnijmy (bo nie każdy zdaje sobie sprawę), że np. zapalenie płuc tak jak grypa to choroby zakaźne, które łatwo mogą zaatakować osoby starsze lub o obniżonej odporności. Nie widać natomiast żadnej paniki w mediach ani wśród lekarzy, mimo iż liczba zgonów z nimi związana stale rośnie w ostatnich latach [źródło] i wielokrotnie przewyższa statystki wirusa SARS-CoV-2.
Trzeba powiedzieć to sobie jasno. Zagrożenie nowym wirusem nie jest wcale większe niż wielu innych chorób z jakimi SETKI TYSIĘCY polaków ma do czynienia każdego dnia każdego roku.

Ilość zgonów w ostatnich latach.

Jeśli ktoś boi się, że “duże liczby” mogą wypaczyć prawdziwy stan rzeczy, to można zejść do skali mikro.

KAŻDEGO DNIA w Polsce:
– umiera średnio ponad 1000 osób
– z tego, z powodów naturalnych zaledwie ~50 osób
– z powodu covid (jako jedna z przyczyn!) jedynie ~11 osób
– statystycznie, więcej ludzi popełnia samobójstwo niż umiera z pozytywnym wynikiem na covid

SYTUACJA WE WŁOSZECH

Sytuacja w tym kraju przedstawiała się dość dramatycznie i właściwie od samego początku jest ukazywana jako przykład złego zarządzania oraz spóźnionej reakcji rządu, który nie objął kraju w porę kwarantanną. Dużą winą obarcza się też samych obywateli, którzy “zbagatelizowali” nadciągające niebezpieczeństwo. Jednak żeby próbować dokonać jakiejś obiektywnej oceny tych twierdzeń, musimy zapoznać się z kilkoma ważnymi faktami na temat tego kraju.

  1. Włochy mają najbardziej zaawansowaną wiekowo społeczność w Europie [dane z 2018r]. Dla porównania, ludzi w wieku 80+ lat jest tam niemal 3 razy więcej niż w Polsce [dane z 2018r].
  2. Włochy należą do najludniejszych państw Europy o wysokiej i zróżnicowanej gęstości zaludnienia. Na przykład w Lombardii – rejonie najmocniej dotkniętym zgonami z powodu koronawirusa – gęstość zaludnienia to prawie 400 mieszkańców na km2. Dla przykładu, w Polsce to 123 os./km2. Ciekawostka – w woj. śląskim, gdzie mamy podobno najwięcej testów pozytywnych, gęstość zaludnienia to 366 os./km2.
  3. Choroby sprzyjające powikłaniom w związku z covid-19 (choroby płuc, cukrzyca, nadciśnienie) widnieją w czołówce chorób przyczyniających się najczęściej do śmierci w tym kraju.
  4. Pierwsze zakażenia SARS-CoV-2 zdiagnozowano tam już w styczniu, kiedy jeszcze wiele krajów nie podjęło żadnych mocnych działań prewencyjnych. Porównując Polskę – pierwsze przypadki pojawiły się u nas na początku marca i w Europie panowała już pewna strategia co do działań związanych z ograniczaniem skutków wirusa.

Tutaj znajdziemy bieżący raport na temat sytuacji we Włoszech (stan na 14.05.2020). Potwierdza on problem starego społeczeństwa oraz dużego odsetka chorób współistniejących u pacjentów umierających na COVID-19. Prawie 70% zdiagnozowanych pacjentów miało nadciśnienie, 30% cukrzycę, 28% chorobę niedokrwienną serca, 22% migotanie przedsionków, 20% przewlekłą niewydolność nerek, 17% przewlekłą obturacyjną chorobę płuc, 16% niewydolność serca, 16% aktywnego raka w ostatnich 5 latach, i wiele innych.


Poniżej wykres śmiertelności w różnych przedziałach wiekowych. Również tutaj widać dosadnie, że umierają jedynie najstarsi i najbardziej podatni (lub już chorzy) obywatele. Średnia wieku zmarłych to 81 lat.

Wiele osób porównuje też sytuację Włoch do Niemiec, argumentując, że społeczeństwo niemieckie jest również stosunkowo stare a zaludnienie (ogólne) jeszcze większe niż we Włoszech (co jest prawdą). Tymczasem Niemcy uchodzą niemal za przykład jak dobrze poradzić sobie z epidemią. Jest to na tyle ciekawy temat, że pewnie musiałbym poświęcić zupełnie oddzielny artykuł na obiektywną analizę i porównanie tych krajów. Niemniej jednak jest kilka ważnych rzeczy, które stawiają niemiecki kraj w lepszej sytuacji.
W obszernym artykule na Wiki możemy przeczytać, że czynnikami największego wpływu były tu:

  • większa liczba dostępnych łóżek intensywnej opieki ze wspomaganiem oddychania
  • inny sposób kwalifikowania zgonów (jako spowodowanych bezpośrednio przez covid-19)
  • znacznie mniejsza zaraźliwość wśród starszych pacjentów
  • większa liczba wykonywanych testów
Porównanie wiekowe pacjentów zdiagnozowanych covid-19 we Włoszech i niemczech

Aby być w pełni przejrzystym co do tego tematu, dodam, iż natknąłem się na artykuł sugerujący, że sytuacja we Włoszech jest przedstawiana i tak zbyt optymistycznie a liczba zgonów z powodu covid-19 miałaby być znacznie wyższa. Znajdziecie go tutaj. Problemy jakie ja osobiście widzę w tych sugestiach, są głównie dwa. Po pierwsze – autor po prostu stwierdza:

The scale of the epidemic is vastly underreported in official statistics

Czyli, że skala epidemii jest znacznie niedoraportowana. Nie jest to w żaden sposób udowodnione, a jest przedstawione jak fakt. Druga rzecz – autor porównuje statystykę wszystkich zgonów z lat 2016 i 2020 z tego samego okresu (co w statystykach porównawczych jest jak najbardziej słuszne) i wyciąga wniosek, że skoro w tym samym okresie w 2020 jest o 50% więcej zgonów niż w 2016, oraz jest to więcej niż zgłasza się zgonów z powodu covid-19, to znaczy, że część zgonów związanych z covid-19 nie jest zgłaszana. I tak – to może być prawda. Ale na ten moment jest to tylko i wyłącznie spekulacja. Nie jest dla mnie zrozumiałym, dlaczego autor w ogóle nie bierze pod uwagę np. tego, że przepełnione szpitale, strach i ograniczony dostęp do lekarzy czy leków, naturalnie powoduje większą umieralność również wśród ludzi, którzy nie są i nie byli zarażeni wirusem. Zapewne wówczas artykuł ów byłby mniej sensacyjny…

MASECZKI

Temat obowiązkowego noszenia maseczek w przestrzeni publicznej wywołuje wśród ludzi skrajne emocje. Po jednej stronie stoją osoby, które twierdzą, że maseczki są całkowicie zbędne (wszak co roku umierają tysiące ludzi na powszechne zaraźliwe choroby i nikomu nawet do głowy nie przyszło zakrywanie twarzy) a po drugiej osoby, które twierdzą, że dzięki maseczkom w ogóle jeszcze żyjemy. Jednak jak jest faktycznie? Czy zaistniały nakaz faktycznie oparty jest na faktach i badaniach? Okazuje się, że kontrowersje wokół maseczek nie istnieją jedynie wśród przeciętnych obywateli, ale również w środowisku lekarzy, chirurgów i naukowców.

Kiedy zapytamy przeciętną osobę, żeby wyobraziła sobie obraz z maseczką w roli głównej, to zapewne dominowałyby dwie opcje. Jedna – chirurg w maseczce np. w trakcie operacji lub druga – tłum ludzi z maseczkami na twarzy na ulicy jakiegoś kraju Azji. Maseczka chirurgiczna symbolizuje dla wielu ochronę, barierę przed niewidzialnym zagrożeniem. Prawda jest jednak taka, że do dzisiejszego dnia nie ma pełnej zgody co do skuteczności tej formy ochrony w porównaniu do pewnych mankamentów, jakie posiada.

Facemasks do have a clear role in maintaining the social cleanliness of surgical staff, but evidence is lacking to suggest that they confer protection from infection either to patients or to the surgeons that wear them.

SKUTECZNOŚĆ

Dla przeciętnego śmiertelnika maski dzielą się na 3 główne rodzaje. Zwykłe maseczki materiałowe, maski chirurgiczne i maski o podwyższonych normach filtracji i dopasowania np. o standardzie N95.
Najważniejszą rolą jaką do niedawna pełniła maska chirurgiczna było zatrzymywanie kropelek śliny, które z ust chirurga mogły paść na ranę pacjenta i w ten sposób doprowadzić do ewentualnej infekcji (choć i to podważają niektóre badania). Aby maska zapewniała prawidłową filtrację powinna możliwie ściśle przylegać do twarzy, nie powinna być dotykana oraz powinna być wymieniana przynajmniej raz na 2 godziny (choć znalazłem informacje, że nawet co pół godziny) ponieważ według badań po tym czasie namnaża się na niej zbyt wiele bakterii. Dodatkowo maskę należy wymienić gdy jest zbyt wilgotna lub nawet w specyficznych wypadkach – gdy przechodzimy od jednego chorego do drugiego.
Mankamenty masek chirurgicznych to np. utrudnione oddychanie czy parowanie okularów utrudniające skupienie i pracę. Ale co ze skutecznością? I tu zaczyna robić się ciekawie, ponieważ badania weryfikujące realną skuteczność masek nie są w pełni zgodne co do ich globalnego zastosowania, próba jest stosunkowo mała lub sama jakość badania niedostateczna. Najnowsze badanie jakie znalazłem, dotyczące skuteczności maseczek, pozostawia niestety wiele do życzenia. 246 osób z różnymi infekcjami (sezonowe koronawirusy, wirus grypy i rinowirusy) zostało podzielone na 2 grupy (z maseczkami i bez). Następnie każda z nich przez 30 min oddychała w specjalne urządzenie. Wyniki z badania były następujące:

Dla rinowirusów różnica między grupą z maseczką a grupą bez maseczki była minimalna. Dla grypy znaczącą różnicę zaobserwowano w redukcji kropelek śliny przez maseczkę, ale już nie w samym wydychanym powietrzu. Dla koronawirusów różnica w obu przypadkach była na korzyść grupy z maseczkami. I teraz niezależnie czy do tej pory byliśmy zwolennikami masek czy nie, należy zauważyć, że badanie miało wiele słabych stron, co częściowo potwierdzają sami badacze.

  • znaczny odsetek uczestników, u których testy w ogóle nie wykryły wirusa w wydychanym powietrzu
  • brak badania/sprawdzenia zakażalności wykrytej próbki (czyli wykryto wirusa, ale nie wiadomo czy jego ilość byłaby wystarczająca do zarażenia innej osoby)
  • różne osoby były na różnym etapie choroby, co zwiększało lub zmniejszało ilość wydychanych cząsteczek wirusa
  • niektóre osoby tylko oddychały, a inne również dużo kaszlały, co powodowało zwiększony wyrzut cząstek wirusów
  • maseczki były zakładane przez uczestników samodzielnie, co mogło mieć wpływ na ich skuteczność
  • grupa z maseczkami i grupa bez nich to były różne osoby – jedynie 20% wszystkich uczestników wzięło udział w obu typach (z maseczką i bez) testów

“There’s been enough research done to be able to confidently say that masks wouldn’t be able to stop the spread of infection, that they would only have a small effect on transmission. We shouldn’t be relying on masks to help us go back to normal.”
– Benjamin J. Cowling – jeden z autorów badania

Tutaj inne badanie wykonane jeszcze na początku kwietnia dotyczące skuteczności maseczek materiałowych u osób kaszlących zakażonych SARS-CoV-2 sugerowało, że nie ma praktycznie żadnej różnicy między noszeniem maseczki a jej nieposiadaniem. Tutaj też badanie było niedoskonałe:

  • bardzo mała próbka (4 osoby)
  • mała odległość od twarzy do miejsca pomiaru (20cm)
  • brak kontroli siły kaszlu (każdy pacjent kaszlał wedle własnego odczucia)

Tymczasem tutaj mamy już publikację (nie badanie) w zupełnie innym tonie, która stwierdza, że maski materiałowe są świetnym i tanim rozwiązaniem na masową skalę, które zmniejsza ryzyko zarażenia. Główny i praktycznie jedyny powód, jaki jest przedstawiany to taki, że znakomita większość osób przechodzi zarażenie SARS-CoV-2 bezobjawowo – a skoro nie wiesz czy jesteś chory, to warto się zabezpieczyć. Problem w tym, że przez większość czasu tekst odnosi się do masek chirurgicznych lub odpowiednika N95 a na samym końcu sugeruje, że maski materiałowe są dobrym i tanim zastępstwem, mimo iż brak jakichkolwiek dowodów na prawdziwość tej tezy! Tym bardziej, że już wcześniej powiedzieliśmy sobie, jak restrykcyjne powinno być noszenie maski, aby była ona skuteczna! Autorzy publikacji całkowicie pomijają tę kwestię. Natomiast maseczki o standardzie N95 faktycznie są powszechnie uważane za zapewniające bezpieczeństwo zarówno noszącemu, jak i osobie postronnej z powodu ich dużej skuteczności filtrowania małych cząsteczek. Mają one jednak mankamenty (np. praktycznie niemożliwe jest uprawianie w nich jakiejkolwiek wymagającej aktywności fizycznej) oraz praktycznie wszyscy sugerują, aby używał ich głównie personel medyczny, gdy zachodzi taka potrzeba.

Na koniec sprawdźmy jeszcze, jakie jest stanowisko samego WHO w tej kwestii. W tym dokumencie przedstawiającym zalecenia odnośnie używania masek w kontekście COVID-19 omawiane są 3 potencjalne środowiska użycia – społeczne (najbardziej ogólne), domowe oraz opieka zdrowotna. Skupimy się na tym pierwszym, bo to ono jest tu dla nas najważniejsze.

However, there is currently no evidence that wearing a mask (whether medical or other types) by healthy persons in the wider community setting, including universal community masking, can prevent them from infection with respiratory viruses, including COVID-19.

W dokumencie czytamy, że o ile są pewne ograniczone przesłanki, aby twierdzić, że noszenie maseczki przez zdrowe osoby w kontakcie z chorymi (w domu czy też na zewnątrz przy dużych zgromadzeniach) może pomóc jako jeden z wielu środków zapobiegawczych, o tyle nie ma żadnych przekonujących dowodów jakoby uniwersalne (masowe) “maskowanie” obywateli miało zapobiegać jakimkolwiek infekcjom dróg oddechowych, w tym koronawirusowi.
Dokument wskazuje też na potencjalne ryzyka z tym związane.

  • samozanieczyszczenie podczas dotykania maski rękoma
  • dyskomfort i problemy z oddychaniem (szczególnie przy lepiej filtrujących maskach)
  • złudzenie bezpieczeństwa, które może prowadzić do mniejszej czujności i zapobiegawczości
  • duże zapotrzebowanie mogące prowadzić do braków dla sektora medycznego
    (dokładnie to wydarzyło się w wielu krajach w tym w Polsce)
  • odwrócenie uwagi od znacznie efektywniejszych środków zaradczych jak np. mycie rąk
Mycie rąk jest skuteczne i tanie.

Dodajmy jeszcze jedno. Częste i dokładne mycie rąk to jeden z najlepszych i najtańszych sposobów na zabezpieczenie się przed drobnoustrojami. Również tych atakujących drogi oddechowe, ponieważ jesteśmy przyzwyczajeni do bardzo częstego dotykania okolic twarzy i rzadko kiedy możemy w pełni kontrolować ten odruch.

SOCJOLOGIA

Kwestia skuteczności masek ukazuje pewien mechanizm wiary, jaki działa nawet w środowisku medyczno naukowym. Wiele z tych osób czytając przytoczone badania, stwierdza, że nawet jeśli maseczki działają w minimalnym stopniu, to przecież nie szkodzą, więc warto z nich korzystać. Z identyczną opinią spotkałem się w czasie rozmów ze znajomymi podczas trwania obecnej sytuacji w naszym kraju. A poza tym to przecież tylko “na chwilę” dopóki sytuacja się nie uspokoi… Zaskakujące jak wiele osób w ogóle nie bierze pod uwagę aspektu socjologicznego (i ekonomicznego), jaki może wywołać taki długotrwały stan. A jest co brać pod uwagę.

Czy zastanawialiście się, dlaczego w Japonii, Chinach czy Korei maski są tak powszechne? Sam do niedawna myślałem, że jest to głównie spowodowane zanieczyszczeniem powietrza oraz bardzo dużym skupiskiem ludzi. Okazuje się, że to wcale nie takie proste, a zakrywanie twarzy od dziesiątek już lat jest wbite głęboko w podświadomość mieszkańców tych krajów.
W tym niezwykle ciekawym artykule możemy przeczytać całą genezę tej sytuacji. Pozwolę sobie streścić temat, ale zachęcam do przeczytania całości samemu.

Tłum ludzi na nocnym rynku.

Wszystko rozpoczęło się w 1918r. w Japonii podczas światowej epidemii hiszpańskiej grypy, która również tam zbierała znaczne żniwo. Zakrywanie twarzy praktycznie dowolnym materiałem stało się codziennością, mimo iż nie było żadnych badań, że jest to skuteczna forma ochrony. Jednak taką zalecano do momentu wygaśnięcia epidemii. Kilka lat później trzęsienie ziemi w Kantō spowodowało masowe pożary, które zanieczyściły powietrze na wiele miesięcy. Ochrona twarzy i dróg oddechowych przed dymem i popiołem ponownie stała się podstawą życia. Kolejna epidemia grypy w 1934r. przypomniała Japończykom o maskach. Zaczęto ich używać praktycznie co sezon. Duży wpływ miała tu też specyficzna kultura japońska, gdzie zarażenie drugiej osoby uchodziło za wielki nietakt. Kilka lat później po 2 wojnie światowej wysoka industrializacja kraju doprowadziła do wysokiego stężenia dwutlenku węgla w powietrzu, a to w konsekwencji do gwałtownego wzrostu i rozkwitu cedrów japońskich bogatych w pyłki mogące wywoływać katar sienny. Dla wielu osób maseczki zmieniły się z sezonowych w całoroczne. Do wszystkich tych wydarzeń dochodzi dodatkowo efekt wierzeń Azjatów (bo nie tylko Japonia, ale również Chiny i Korea zaadoptowały podobne podejście) ściśle związany z energią Qi (czyt. ki – oznacza gaz, eter, oddech) i prawidłowym oddychaniem bezpośrednio z nią związanym. “Zły oddech” zaburza naszą energię życiową, powoduje złe samopoczucie, choroby, etc. Jednym z przesądów z tym związanych jest “śmierć wentylatorowa” – strach przed włączonym wentylatorem w zamkniętym pomieszczeniu (choć jest kilka różnych teorii na dokładną genezę tego przesądu).
W dzisiejszych czasach jest jeszcze jeden, nowy aspekt noszenia maseczek w Azji. Mianowicie dystansowanie się od innych. Maska na twarzy i słuchawki na uszach tworzą swego rodzaju barierę socjalną i dają jasny komunikat, że taka osoba nie chce się z nikim komunikować. Jeśli chcesz o coś zapytać, to znacznie łatwiej zaczepić osobę bez maski, która od razu nas usłyszy i być może od razu odpowie.

Opisana geneza noszenia maseczek w Azji pokazuje, że miks niefortunnych zdarzeń, strachu oraz przesądów wywołuje daleko idące konsekwencje społeczne, które odwrócić jest bardzo ciężko. Tym bardziej że coś, co zagości na stałe w przestrzeni publicznej, codziennie o sobie przypomina. A maski oznaczają i przypominają niebezpieczeństwo. Codzienne niebezpieczeństwo zarażenia, choroby czy śmierci. Choć wiele osób nie chciałoby tego przyznawać, to każde niebezpieczeństwo wywołuje u nas strach. Niekoniecznie od razu paraliżujący lęk, ale ukryty głębiej, w podświadomości, który sprawia, że podejmowane przez nas decyzje stają się jeszcze bardziej irracjonalne (bo nawet bez tego jesteśmy skłonni wierzyć w rzeczy nielogiczne, takie jak przesądy, amulety, etc.).

EKONOMIA

Temat ekonomiczności tego rozwiązania jest skrzętnie pomijany przez praktycznie wszystkich. Media, lekarzy, ministra zdrowia. Zupełnie jakby ten problem w ogóle nie występował. Tymczasem okazuje się, że niemal w każdym kraju maseczki okazały się towarem tak deficytowym, że praktycznie codziennie produkowany był nowy artykuł przez kolejną gazetę czy portal opisujący “dramatyczną sytuację” szpitali. Skarżyły się one nie tylko na brak maseczek, ale i na ich ceny. Ceny, które astronomicznie poszybowały w górę z dwóch głównych powodów. Pierwszym był efekt paniki i sugestie jakoby maseczki chroniły nas przed zarażeniem a w późniejszym czasie zmuszenie wszystkich obywateli do ich stosowania w każdym miejscu publicznym. Drugim był brak regulacji ceny, tak jak zrobił to rząd chiński. Oczywiście moglibyśmy tu dyskutować, czy regulacja cen jest słuszna, czy nie (Nie podejmuję się tu oceny, choć osobiście uważam, że nie jest to dobry pomysł podczas normalnego działania rynku. Inną sprawą jest jednak regulacja dobra “pierwszej potrzeby” w przypadku sytuacji kryzysowej) natomiast jedno pozostaje bezsprzeczne – skoro ten towar był tak deficytowy i było widać, że z dnia na dzień ceny rosną jak szalone (sprzedawcy naturalnie widzieli tu miejsce do zarobku) to było pewne, że za chwilę szpitale również będą miały problem. Student ekonomii pierwszego roku byłby w stanie to przewidzieć. Towar kończył się w hurtowniach i szpitale były zmuszone kupować go po zawyżonych cenach rynkowych. Dalszą konsekwencją takiego stanu jest oczywiście mniej pieniędzy np. na zakup innego niezbędnego szpitalowi sprzętu.
Nie wspominając o przeciętnym obywatelu, który również musiał wyłożyć nieadekwatne pieniądze, aby zaopatrzyć się w maseczki. Chociaż niewątpliwie osoby handlujące tym sprzętem zacierały wręcz ręce na myśl o potencjalnym zysku.

Historia cen maseczek.

Na powyższym wykresie stała cena za pudełko 50 szt. tych konkretnych masek ochronnych trójwarstwowych wynosiła 18zł. Średnia cena z okresu marzec-maj to 220zł (12 razy więcej)! Najwyższa cena wyniosła 500zł (czyli wzrosła 28 razy) i utrzymywała się około tygodnia.
Do porównania celowo wziąłem maseczki ze “średniej półki”, ponieważ w internecie można było znaleźć przed epidemią opakowanie 50szt takich samych trójwarstwowych masek za 4-5zł.

Najniższe ceny maseczek w internecie.

Oczywiście na rynku były dostępne również droższe maski. Ich ceny poszybowały w górę jeszcze bardziej, co możemy sobie sami prześledzić na portalach typu skapiec.pl.
Zatem o ile zalecenie społecznego dystansowania raczej nie kosztuje nas realnych pieniędzy, o tyle zalecenie noszenia masek przez wszystkich to już poważna i droga sprawa. Tym droższa dla szpitali, które zużywają nieporównywalnie więcej takiego sprzętu. Nadmieńmy też, że w takiej sytuacji mnóstwo ludzi o niskich zarobkach również zostaje narażonych na znaczny wydatek o wątpliwym lub znikomym działaniu. Co prawda mogą zakrywać twarz zwykłą tkaniną, szalikiem, etc. ale jak już wcześniej wykazaliśmy – temu rozwiązaniu znacznie bliżej do placebo niż realnej skuteczności.

Dodajmy jeszcze, że nie tylko ceny samych masek poszły do góry. Bardzo mocno wzrosły ceny WSZYSTKICH artykułów mających jakikolwiek związek z utrzymaniem czystości czy przeciwdziałaniem “zarażeniu”. Czyli rękawiczki jednorazowe, termometry, lampy UV, środki do dezynfekcji, środki czyszczące i wiele, wiele innych.

KONFLIKT INTERESÓW

Gdy rozpoczynałem pracę nad tematem COVID-19, w ogóle nie zakładałem powstania tej sekcji. To miał być czysty zbiór badań i porównań w celu wyciągnięcia możliwie obiektywnej opinii. Jednak w trakcie szukania materiałów co rusz natrafiałem na różnego rodzaju informacje sugerujące lub mówiące wprost, że być może obecny kryzys niektórym się po prostu opłaca. Tak naprawdę nie ma w tym nic dziwnego. Tylko człowiek skrajnie naiwny mógłby uważać, że nikt nie będzie tu szukał jakiegoś zysku. Że wszyscy lekarze to wspaniałomyślni ludzie, którzy pracują wręcz bezinteresownie. Że wszyscy politycy są dogłębnie uczciwi i zależy im jedynie na dobru społeczeństwa. O ile jednak Kowalskiego, który chce zarobić na maseczkach, można jeszcze jakoś zrozumieć, o tyle, gdy sprawa dotyczy dużych instytucji państwowych lub wpływowych osób, nie powinniśmy być już tak wyrozumiali.
Pozwolę sobie również przypomnieć o zachowaniu chłodnego podejścia. Wiem, że czasem nawet najdelikatniejsza sugestia, że ktoś nie działa w pełni z dobroci serca, spotyka się z oskarżeniem o bycie “teorią spiskową”. Nie dajmy się jednak zwariować – dbanie o własny zysk czy interes nie wymaga istnienia reptilian i płaskiej ziemi. To zwykła cecha, jaką posiada i wykorzystuje na co dzień niejeden człowiek.
Jeśli dobrze się zastanowić, to niemal każdej pionierskiej teorii czy twierdzeniu zarzucano coś podobnego. W przeszłości prześladowano, torturowano i zabijano ludzi za ich teorie czy sugestie, mimo iż wielokrotnie okazywały się słuszne. Dziś ograniczamy się do wyśmiewania, nie zadając sobie najmniejszego trudu, aby cokolwiek weryfikować. Nie popełniajmy tego błędu. Bądźmy jednocześnie otwarci i krytyczni wobec wszelkich informacji.

Przemysł farmaceutyczny a konflikt interesów.
LEKARZE I NAUKOWCY

Lekarze są w moim odczuciu wyjątkowo uprzywilejowaną grupą. Mnóstwo osób traktuje ich słowa bezkrytycznie. Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy koronnym argumentem w rozmowie było “Pan doktór tak powiedział”. A przecież lekarz to też człowiek. I podlega tym samym ograniczeniom i emocjom co każdy inny.
Można powiedzieć, że w kontekście obecnej sytuacji związanej z koronawirusem, lekarze stanęli na pierwszej linii frontu informacyjnego. Niezliczone ilości artykułów rozpoczynają się tytułem “Lekarze ostrzegają”, “Lekarze biją na alarm”, itp. powołując się właśnie na słowa tych pierwszych. Lekarze odpowiadają na pytania, udzielają wywiadów, przedstawiają badania. I zapewne wielu z nich nie zdaje sobie sprawy, jak dużą wagę będą miały ich wypowiedzi w dobie kryzysu i strachu przed nowym wirusem. I widać to szczególnie mocno między innymi w wypowiedziach na temat noszenia maseczek. Wielu lekarzy zaleca bez zastanowienia. Bo przecież mogą tylko pomóc. Wpływ społeczny i ekonomiczny ulatuje im całkowicie. Chwilę później trzeba robić akcję społeczną szycia masek dla szpitali, bo towaru albo brakuje, albo jest horrendalnie drogi. Przecież to właśnie ich słowa w dużej mierze przyczyniły się do tej sytuacji. Abstrahując tu całkowicie od mocno wątpliwej skuteczności tego rozwiązania.
Kolejną rzeczą, jest fakt, że nie którzy lekarze wydają się całkowicie nieświadomi sytuacji dotyczącej chorób w naszym kraju. Powtarzają jak mantrę bzdury serwowane przez masowe media (np. statystykę dziennych zarażeń, której zaczęto używać teraz gdy CFR znacząco spada), i nigdy nie porównują tych rewelacji np. ze statystykami innych chorób z tego samego okresu. Jest to tym bardziej przerażające, że w obecnej sytuacji oczekiwalibyśmy od nich maksymalnego zaangażowania oraz wydawania opinii zgodnie z faktami i statystykami. Minęło tyle czasu od pierwszych zakażeń, że nie ma tu moim zdaniem żadnego wytłumaczenia dla takiej ignorancji. Jednak w rozdziale SZPITALE poruszymy kwestie, które zdecydowanie miały wpływ na zachowanie lekarzy.

“We tried like heck to see if we could get investors or grants to move this into the clinic, but we just could not generate much interest.”
– Dr. Peter Hotez, co-director of the Center for Vaccine Development at Texas Children’s Hospital

Wraz z pojawieniem się koronawirusa, pojawiły się gigantyczne pieniądze spływające w stronę lekarzy i naukowców. Granty dla uniwersytetów czy laboratoriów na opracowanie szczepionek, testów, leczenia i wielu innych. Okazja taka jak ta nie trafia się często. Przecież będąc członkiem takiej grupy badawczej, przykładowo wartość naszego CV rośnie wymiernie, gdy napiszemy, że braliśmy czynny udział w okiełznaniu strasznej pandemii, która ogarnęła cały świat. Dla niejednej osoby jest to idealna furtka do dobrej pracy i dużych zarobków.
Jedyny problem w tym, że większość z tych badań nie trwa dzień czy dwa. Czasem muszą trwać wiele miesięcy, a nawet jak w przypadku szczepionek, wiele lat. Jeśli pandemia skończy się zbyt szybko, to jest bardzo duża szansa, że pieniądze przestaną spływać i badania będzie trzeba przerwać. Dokładnie tak stało się z badaniami nad szczepionką przeciwko “młodszemu bratu obecnego wirusa”, SARS-CoV-1. Dopływ pieniędzy skończył się natychmiast gdy skończyło się bezpośrednie zagrożenie. Prawda jest brutalna, ale nikomu nie opłaca się pracować nad lekiem/szczepionką na patogen, na który choruje lub umiera mało osób.
Widać zatem, że lekarze czy naukowcy nie są tutaj całkowicie neutralnymi osobami. Wielu z nich może wiele ugrać na obecnej sytuacji i należy to brać pod uwagę.

What about a SARS vaccine? Vaccine studies for SARS-CoV-1 were started and tested in animal models. An inactivated whole virus was used in ferrets, nonhuman primates and mice. All of the vaccines resulted in protective immunity, but there were complications; the vaccines resulted in an immune disease in animals. No human studies were done, nor were the vaccine studies taken further because the virus disappeared. Many factors were involved in the end of SARS-CoV-1, perhaps including summer weather, and certainly strict quarantine of all those who had contact with infected individuals, but we don’t really know why the epidemic ended.

SZPITALE

Jeszcze przed wybuchem paniki związanej z SARS-CoV-2, szpitale w Polsce często miewały złe opinie. Powody były przeróżne. Złe zarządzanie, kolejki, słabi lekarze, złe warunki dla pacjentów i wiele innych. Ja chciałbym jednak zwrócić uwagę na pewne zachowania szpitali również wskazywane jako naganne, ale związane bezpośrednio z… pieniędzmi z NFZ.
Na początek, zachęcam do przeczytania tego artykułu na portalu money.pl, opisującego patologię przetrzymywania pacjentów dłużej w szpitalu, aby otrzymać większy zwrot pieniędzy za leczenie. Podobnych informacji jest w sieci znacznie więcej, więc jeśli kogoś zainteresuje bardziej temat to łatwo odszuka coś ciekawego.

Szpitale wolą położyć do łóżka tzw. łatwego pacjenta, czyli niewymagającego kosztownych badań i mniej absorbującego personel. W ten sposób łóżko jest zajęte na dłużej i nie pojawi się w nim trudny, czyli kosztowny pacjent. NFZ przecież i tak zapłaci.

Nikt się jednak do tego nie przyzna. Szpitale z umowami z NFZ z oczywistych powodów nie chcą rozmawiać na ten temat. Choć powszechnie znaną praktyką jest sztuczne wrzucanie pacjentów do trybu szpitalnego na dłużej – mówi money.pl Dobrawa Biadun, ekspertka Konfederacji Lewiatan ds. ochrony zdrowia.

Problem istnieje ponieważ wypłata pieniędzy przez NFZ za leczenie pacjentów jest usankcjonowana CZASEM, jaki pacjent przebywał w szpitalu. W związku z tym, gdy szpital miałby nie dostać zwrotu kosztów za danego pacjenta w ogóle, to chce się go jak najszybciej “pozbyć”, bo to jest dla szpitala koszt. Jeśli natomiast ma otrzymać pełną kwotę ze konkretną ilość dni przy nietrudnym pacjencie, to chętnie przetrzyma go dłużej – nawet jeśli nie ma takiej potrzeby! Proceder jest dobrze znany i wskazywany przez wiele niezależnych osób i organizacji, jednak z racji tego, że praktycznie nie da się go udowodnić, problem pozostaje nierozwiązany od lat.

Przyjrzyjmy się teraz kolejnej kwestii, jaką jest dofinansowanie i jednocześnie pewne ograniczenie szpitali w związku z walką z COVID-19. Ponownie musimy zacząć od lektury. Artykuł o tajemniczym tytule “1 inny pacjent i z dodatków za pracę z COVID-19 nici” streszcza nam sytuację tzw. szpitali “jednoimiennych”, czyli takich, które zajmują się leczeniem tylko jednej choroby. Szpital taki oraz jego pracownicy dostają dofinansowania finansowe, za pracę w “niebezpiecznych” warunkach oraz za fakt, że aby ograniczyć rozprzestrzenianie wirusa, nie mogą wówczas pracować w innych miejscach. Niestety patologia szybko zaczyna się, gdy taki szpital nie jest “obłożony” (czyli ma wiele wolnych miejsc a lekarze w nim pracujący mają sporo wolnego czasu). Mimo takiej sytuacji szpital “nie może” przyjąć JAKIEGOKOLWIEK innego pacjenta niż zarażonego nowym koronawirusem! Znaczy może – ale straci całe dofinansowanie. Mamy zatem do czynienia z patologiczną sytuacją, gdzie szpitalowi opłaca się przyjmować jedynie “covidowców”.

Sprawa może mieć szersze skutki. Już teraz nasilały się problemy z odsyłaniem osób w ciężkim stanie. Media opisywały m.in. osobę, którą pogotowie bezskutecznie próbowało ulokować w szpitalach. Zmarła. Jeśli zapisy rozporządzenia nie zmienią się, to nawet w sytuacji zagrożenia życia pacjent z chorobą zakaźną inną niż COVID-19 może nie znaleźć pomocy. Są miasta, gdzie wszystkie oddziały zakaźne zajmują się koronawirusem. Zresztą wiele sytuacji jest niepewnych. Gdy w nocy do szpitala trafia i kierowany jest na oddział pacjent z sepsą, zapaleniem płuc – to nie wiadomo na początku, jaka jest przyczyna. COVID-19 to często jedna z wielu chorób u tej samej osoby.

Ostatnio głośno się zrobiło na temat doktora Pawła Basiukiewicza, który konkretnie opisuje różne absurdalne sytuacje z jakimi się spotkał podczas swojej pracy. W jednym z wpisów mówi:

Pamiętam jak firmy gastronomiczne podczas hard-lockdownu przywoziły z dobrego serca jedzenie do naszego szpitala. Nikt nic nie robił, po SORze hulał wiatr, na oddziałach zbijaliśmy bąki, ale był dowóz kalorii i oklaski. Do tej pory nie rozumiem.

Innym elementem, jaki chciałbym poruszyć jest kolejny specyficzny proceder jaki ma często miejsce w szpitalach. Jest to mianowicie nieprawidłowe przypisywanie przyczyn zgonów. Tutaj znajdziecie krótką wzmiankę na ten temat.
Z jednej strony, może to nastąpić w wyniku faktycznej trudności w ustaleniu “największej przyczyny” kiedy pacjent np. miał kilka chorób czy zaburzeń jednocześnie. Z drugiej jednak strony… można wybrać tą przyczynę, która jest aktualnie lepiej “płatna” przez NFZ. Osobiście znam dobrze osobę, która potwierdziła mi, że spotkała się z takimi przypadkami w jednym z trójmiejskich szpitali.

Nieprawidłowo uzupełniane karty zgonów to nasza specjalność.(…)
Człowiek umiera zazwyczaj w wyniku splotu zaburzeń i objawów i ostateczna przyczyna zgonu jest skomplikowana. Wtedy pojawia się kłopot, bo w formularzu można śmierci przypisać jeden numerek.

Na sam koniec przysłowiowa “wisienka na torcie”, czyli kwoty jakie otrzymuje szpital za dzień pobytu pacjenta chorego na COVID-19. Niebawem postaram się zrobić zestawienie z innymi chorobami, tak aby odpowiedzieć na pytanie, czy szpital miałby motywację aby leczyć u siebie głównie takich pacjentów.

WHO

W przygotowaniu…

MEDIA

Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że media stanowią obecnie największą siłę, jaka działa i kształtuje opinię publiczną. Całe rzesze ludzi konsumują treści podawane im codziennie na talerzu, bez ich jakiejkolwiek weryfikacji. Treści starannie wyselekcjonowane tak, aby były jak “najciekawsze” dla większości odbiorców. Nie dziwi zatem fakt, że temat koronawirusa stał się topowym tematem praktycznie wszystkich gazet oraz programów telewizyjnych.
Ponownie nie jest to żadna “teoria spiskowa” a analiza faktów. Setki, jeśli nie tysiące osób na całym świecie wielokrotnie analizowało ten problem (manipulacji opinią publiczną przez media) i powstało bardzo wiele poważnych publikacji na ten temat. Nie bez powodu też media określa się mianem “czwartej władzy”.
Od pewnego czasu zaczyna również wypływać na powierzchnię problem manipulacji w mediach społecznościowych (głównie Facebook i Tweeter, choć należy zakładać, że taki sam proceder odbywa się również na mniejszych lub prywatnych serwisach internetowych) poprzez budowanie “farm” kont fikcyjnych ludzi, którzy rzekomo komentują różne wydarzenia społeczne, polityczne, etc. Powiemy sobie o tym więcej niżej.

W czasach zaawansowanych technologii i szybkiego przekazu informacji mass media stały się niezwykle skutecznym środkiem dezinformacji i manipulowania opinią publiczną. Często władza oraz instytucje państwowe za pośrednictwem mediów, które kontrolują, podają lub ukrywają wyselekcjonowane informacje tak, by odnieść określone korzyści.
Media kontrolują kulturę, nadają określoną rangę i znaczenie poszczególnym aspektom wydarzeń kulturalnych, wartościują pozytywnie jedne idee, deprecjonując inne.

– Media jako instrument wpływu informacyjnego i manipulacji społeczeństwem,
Hanna Batorowska, Rafał Klepka, Olga Wasiuta

Manipulacja w mediach jest nieodłącznym elementem krajobrazu medialnego. Media mają moc i siłę; mogą inspirować, zachęcać, przestrzegać, perswadować, czy nakazywać. Dlatego doskonale nadają się jako narzędzie manipulacji. I z tej możliwości korzystają. Należy jednak pamiętać, że nie są one tworami bezosobowymi – stoją za nimi ludzie i organizacje, potężne korporacje, grupy biznesowe, czy partie polityczne. To, co otrzymuje odbiorca jest wypadkową ich przekonań i interesów, szczególnie interesów.

– Selekcja informacji w mediach, Marek Palczewski

No dobrze, zapytacie, ale na czym polega ta cała manipulacja i kto za nią stoi? Czyżby masoni? Iluminaci? Nie sądzę. Osobiście jestem fanem możliwie NAJPROSTSZYCH odpowiedzi. Taką odpowiedzią w tym wypadku jest dla mnie zwykła oglądalność i zasięgi. Przecież głównie na tym zależy mediom w pierwszej kolejności. Na możliwie dużej grupie osób, do jakiej mogą dotrzeć. Im większa oglądalność, tym większe pieniądze (np. z reklam). Im większe pieniądze, tym większy rozwój i większe wpływy. I tym bardziej można spodziewać się chęci manipulacji. Ale jak to zrobić? Jak dotrzeć z daną informacją do możliwie dużej grupy? Z odpowiedzią przychodzi nam “teoria wartości informacji”, czyli w uproszczeniu zestaw cech, jakie musi posiadać dana informacja, aby była dla masowych mediów możliwie atrakcyjna. Są to:

  • Konflikt – wywołanie zainteresowania przez dramatyzację,
  • Duże znaczenie dla odbiorców – zdarzenie postrzegane jako istotne,
  • Czynnik czasu – uprzywilejowane są ostatnie wydarzenia, zwłaszcza te z ostatnich 24 godzin i które można łatwo monitorować w miarę ich rozwoju,
  • Prostota – znaczenie wydarzeń powinno być stosunkowo jednoznaczne,
  • Personalizacja – w narracji kładzie się nacisk na ludzi, którzy ‚‚radzą sobie z życiem’’,
  • Zaskakujący charakter – zdarzenie powinno być nadzwyczajne,
  • Ciągłość – szansa na to, by zdarzenie mogło się rozwijać, najlepiej z utrzymaniem napięcia przez dłuższy czas,
  • Negatywizm – złe wieści są zwykle preferowane i o wiele chętniej omawiane od dobrych.

Jeśli informacja posiada jedynie jedną lub część z wymienionych wyżej cech, to można przedstawić ją tak, jakby dane cechy posiadała. Jeśli jakiś temat jest uznany za zbyt skomplikowany, to się go “upraszcza” spłycając treść, co w efekcie może mieć znaczny wpływ na odbiór. Jeśli dana informacja nie jest zaskakująca lub dotyczy zwykłych/pospolitych treści, to dodaje się odpowiedni tytuł typu: “Uważaj! Proszek do pieczenia może być bardzo niebezpieczny!” wywołując w ten sposób zwiększone zainteresowanie potencjalnego odbiorcy. Oczywiście strach pełni tutaj również bardzo ważną rolę i jest chętnie wykorzystywany przez media, ponieważ jest bardzo silnym bodźcem motywującym nasze działanie. Zwraca na to uwagę naprawdę wiele osób, które z pewnością nie raz słyszałeś, lub nawet stale oglądasz. Tutaj przykład jak napisać tytuł artykułu, aby wywołać zdziwienie i zdenerwowanie (a u ludzi krytycznie myślących również zażenowanie). Tu już nie zarażamy się wzajemnie od siebie. Zarażają nas “super rozsiewacze”. Jak jakieś mityczne stworzenia żyjące i ukrywające się wśród ludzi, które teraz postanowiły się ujawnić. A wydawałoby się, że gazeta Focus ma chociaż odrobinę rozsądku i godności dziennikarskiej. Tu z kolei inny przykład manipulacji. Sugestia jakoby ludzie protestowali w centrum stolicy Szwecji przeciwko rządowej strategii związanej z walką z koronawirusem. Zadałem sobie trud odnalezienia nagrania ze wspomnianego protestu. Oto jak wyglądał.
Na problem nierzetelnych artykułów i informacji straszących ludzi i wywołujących niepotrzebny lęk, zwraca uwagę np. znany komentator polityczny Bill Maher. Mówi on nie tylko o absurdalnych tytułach, ale również o wybiórczości informacji czy straszeniu zakażeniami dzieci.
Od czasu do czasu niektórzy reporterzy mają jednak przebłyski porządnego sprawdzania informacji. Tutaj przykład Jak znany pan Sekielski przeprowadza wywiad z prezenterką radia TOK FM, która “odkryła” nierzetelność raportu Najwyższej Izby Kontroli. Zachęcam do obejrzenia materiału jak reporterzy są zdziwieni, że sam NIK podaje jakieś dane wyciągnięte z kosmosu. Fascynujący jest fakt, że rok później całkowicie zapominają o tej sytuacji i podczas szalejącej pandemii w kraju, żadna z tych osób nie mówi “sprawdzam”.
Tak naprawdę jest to temat rzeka i nie jestem w stanie przedstawić tutaj nawet cząstki nierzetelności, jaka zalała media w ostatnim czasie. Przeciętny człowiek, który ma stałą pracę, być może dzieci, codzienne obowiązki, hobby, etc. praktycznie nie jest w stanie (nawet gdyby chciał) weryfikować wszystkich informacji, jakie czyta. Ogranicza się zatem z reguły do kilku źródeł, którym ufa… i tyle. Niestety, jak pokazuje historia i doświadczenie, weryfikować informacje musimy całe życie – niezależnie skąd je pozyskujemy.

Na koniec tego rozdziału chciałbym napisać o jeszcze jednym temacie związanym z manipulacją w mediach. Takim tematem jest powstawanie aplikacji na telefon o nazwie “ProteGo Safe“, mającej monitorować nasz ewentualny kontakt z osobami zarażonymi. Ten “wspaniały” pomysł padł dość szybko po pojawieniu się pierwszych informacji na temat COVID-19 w Polsce. Już od samego początku było tu wiele kontrowersji i gdyby nie szum, jaki dookoła tematu wytworzyli polscy programiści, być może dostalibyśmy niezłego bubla, który z anonimowością i prywatnością miałby tyle wspólnego co krowa z gwiazdami. Chciałbym się tu jednak skupić na tym, jak aplikacja była promowana w mediach. Bardzo fajną analizę znajdziemy na stronie niebezpiecznik.pl – jednym z lepszych polskich portali traktującym o szeroko pojętym cyberbezpieczeństwie. Analiza ukazuje proceder promowania aplikacji przez fikcyjne konta na tweeterze. Konta wyglądające jakby korzystali z nich normalni ludzie, tacy jak ja czy Ty. Często są to konta z wieloma obserwatorami, co jeszcze bardziej ma wzmacniać ich wiarygodność. Warto zdać sobie sprawę, że ten proceder jest coraz częstszy i w praktyce komentarze pisane przez fikcyjne konta są nierozróżnialne od tych prawdziwych. Pamiętaj o tym, gdy następnym razem będziesz czytał/a opinie pod interesującym Cię artykułem, postem lub tweetem.
Jeśli szukasz więcej informacji na ten temat, to możesz zacząć od tego bloga, którego autorka w dość przystępny sposób przedstawia różne zjawiska społeczne w sieci. Szczególnie polecam serię “Manipulacje w sieci“.

MINISTER ZDROWIA

W przygotowaniu…

PANDEMIA STRACHU

W przygotowaniu…

PODSUMOWANIE

W przygotowaniu…

Theme: Overlay by Kaira
weryfikuje.pl